Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Wątek zamknięty 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Gra
07-06-2012, 19:47
Post: #161

RE: Gra
Carla wyszła z pokoju. Znowu zostałam sama. Mama chyba nie zamierzała teraz mnie męczyć. Hmm... może wstanę i przejdę do pokoju dzieci? Tylko na chwilę. Nic mi się nie stanie, a nie będę się tu nudziła. Nawet Mor gdzieś poszedł. Nie wspominając już o Elthirze. Nie widziałam go w sumie od wczoraj. Wstałam, wsunęłam nogi w ciepłe kapcie, otuliłam się kocem i podeszłam do drzwi. Cichutko uchyliłam je i wyjrzałam na zewnątzr. Nikogo nie ma. Droga wolna. Cichutko szłam korytarzem, pchnęłam drzwi od pokoju dzieci. Spały. Podeszłam do pierwszej kołyski i wyciągnęłam jedno. Moja córka. Delikatnie trzymałam ją i przyglądałam się. Jest taka śliczna. Te jej włosy. Cóż, nie odziedziczyła koloru po mnie. A szkoda. Zaśmiałam się cicho. Otworzyła sennie oczy i spojrzała na mnie. Czerwień jej oczu mnie zachwyciła.
- Hej malutka. - powiedziałam cicho, kołysząc ją. - To ja, twoja mama. - Patrzyła na mnie badawczo. Pochyliłam się i ucałowałam jej czółko, odkładając ją do kołyski. Nie płakała. Po kolei podeszłam do wszystkich. Były piękne. I jeden i drugi chłopiec. - I jak ja mam wam dać na imię, co? - zaśmiałam się pod nosem, siedząc przy kołyskach.
- Xyan Raitor. Niezrównany wędrowiec.- usłyszałam za swoimi plecami. Elthir. - Lepiej żebyś się położyła. - powiedział cicho, otulając mnie mocniej kocem. - Jednemu dajmy na imię Xyan Raitor.
- Myślę, ze to dobra myśl. - zaśmiałam się pod nosem. wcześniej nie myśleliśmy o imionach. Żadne z nas nie zaproponowało żadnego. - Ale w takim wypadku dziewczynka będzie się nazywała Nereida Aelin. - Spojrzał na mnie zszokowany. - Nereida po twojej matce. Poza tym to połączenie jest ładne. Gwiezdny staw.- zamyśliłam się na moment. - A tego, ostatniego nazwijmy Varel Kelebrin. Srebrna Moc. - Patrzył na mnie uśmiechnięty.
- Ale teraz musisz się położyć. - powiedział. Nie chciałam jednak. Chciałam siedzieć tutaj. - Chodź, bo jak twoja mama zobaczy to znów zacznie mi suszyć głowę. - Zrobiłam smutna minę, ale wstałam i poszłam za Elthirem do sypialni. - Teraz grzecznie się położysz i odpoczniesz.
- Nie chcę tu sama leżeć. Dobrze się czuję przecież. - powiedziałam, ale w tym samym momencie poczułam, że siły ze mnie odpływają.
- Właśnie widzę. Posiedzę z tobą póki nie zaśniesz, zgoda? - Pokiwałam głową na zgodę.
- Elthir - Spojrzał na mnie. - Kocham cię. - powiedziałam z szerokim uśmiechem.

[Obrazek: nikaq.jpg]

Wir wollen dass ihr uns vertraut
Wir wollen dass ihr uns alles glaubt
Wir wollen eure Hände sehen
Wir wollen in Beifall untergehen
Znajdź wszystkie posty użytkownika
07-06-2012, 20:48
Post: #162

RE: Gra
-Skarbie mój jedyny. Twoja miłośc jest dla mnie wszystkim. - Pogłaskałem ją po czole i złożyłem pocałunek na usta. - Odpocznij skarbie.
Uśmiechnęła się i powoli zamknęła oczy. Mam nadzieję, że przyśni ci się twój dom, twój raj, twoja rodzina. Spoglądałem na słońce, jak wschodziło i zalewało sobą świat. Krople rosy, resztki nocnego deszczu, pobłyskiwały wieloma kolorami, nawet całą tęczą. Moja anielica usnęła z uśmiechem na ustach. Tak chciałem na nią zawsze patrzec. Taki obraz pozostanie na zawsze w moim sercu. Mor przyczłapał się do pokoju, lekko dysząc i wywalając jęzor na widok swej pani. Wyszedłem na korytarz i zobaczyłem, że Aruel siedzi z dzieciakami. Wszedłem do pokoju i spojrzałem na maleństwa. Smacznie sobie spały, poruszając się niespokojnie co chwilę. Tak, słodkie aniołki sobie leżą i odpoczywają. Wyjątkowo spokojne, nawet jak na dzieci. Niedługo się zacznie: Szkoła, pierwsze miłości, praca... Wziąłem Nereidę, imienniczkę mojej matki. Leżała spokojnie na moich ramionach, całkowicie poddając się mojej woli. Jak to możliwe, że niemal rok temu, ta sama dziewczynka torturowała Alurne w umyśle jej pierwszej matki? Przecież to nie do wiary, że takie słodkie maleństwo jest do czegoś takiego zdolne, a może było? Odłożyłem ją do łóżeczka i wyszedłem, delikatnie zamykając drzwi. Zszedłem na dół, a Mor do mnie dobiegł, ciężko dysząc.
-No, mój drogi. - Ukucnąłem przy nim. - Ostatnimi czasy straciłeś formę i wymieniłeś ją na masę. - Zawarczał na mnie. - Spokojnie, proponuję ci mały wyścig. - Przekręcił głowę, wywalając język. - Przebiegniemy się ulicami miasta. Pokażę ci trasę na mapie.
Ściągnąłem wielki karton z mapy i rozłożyłem na podłodze. Zaznaczyłem nasze położenie, po czym zacząłem rysowac palcem linię wzdłuż ulic. Najpierw będziemy biegli do bram miasta, obok starych dzielnic. Tam, zakręcimy w prawo i pobiegniemy przez kilka osiedli, aż do banku krasnoludów w ich dzielnicy. Następnie przebiegniemy do ich gorzelni i okrążymy mury dzielnicy. Dalej przeskoczymy do ludzkiej dzielnicy i prosto przez główną aleję, pobiegniemy aż do domu uzdrowień. Potem, prosto jak w mordę strzelił, z powrotem do domu. Wilk pokiwał głową i wyszedł ze mną na zewnątrz. Naszkicowałem białą kredą linię, po czym odliczyłem do trzech i ruszyliśmy. Dobiegliśmy do bramy w niespełna półtorej minuty. Jednak wilki, mimo że podtuczone, to dalej są bardzo szybkie i zwinne. Zakręcił tuż przy skrzyżowaniu ulicy, ale ja nie wyrobiłem i musiałem zwolnic. Mor zaczął się oddalac, będąc obserwowanym przez ospała straż elfów. Gdy wybiegliśmy na prosty odcinek, kilkoro kobiet z koszami pełnymi jabłek, utraciło kilka owoców, rozsypując je na ziemi. Pomaczałem im ręką i zrównałem się z Morem. Płuca paliły mnie jak żywy ogień, ale nie odpuszczę, uda mi się. Weź ty wilku się opanuj, bo ledwie dziesięc minut biegniemy, a już jesteśmy w połowie trasy. Szybko wyskoczyliśmy przed bank i okrążyliśmy go, Mor z prawej, ja z lewej strony. Zrównaliśmy się, po czym dopadliśmy browaru. Wyszły na mnie siódme poty, a język zmienił się w gruby kawał suchego papirusu. Obraz przede mną zaczął się rozmywac, ale dam radę. Wbiegliśmy do ludzkiej dzielnicy, przewracając krasnoludzkich strażników. Na nasze nieszczęście, właśnie wieszali pranie i białe prześcieradło spadło prosto na Mora. Stracił przez to równowagę i wpadł prosto w beczkę pełną wody, niszcząc drewnianą konstrukcję. Zatrzymałem się, cały zziajany i ciężko dysząc zdjąłem kawałki drewna i materiału z wilka. Uczciwa rywalizacja jak najbardziej, nawet, jeśli mogę przez to przegrac. Zaśmiałem się, po czym orzeźwiłem resztką wody z dna przebitej beczki. Mor również skosztował tego cudnego napoju, a po chwili ruszyliśmy dalej. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale zmuszałem je do pracy. Po chwili minęliśmy dom uzdrowień i popędziliśmy co sił do domu. Czułem się jakbym uciekał przed śmiercią, jakby gonił mnie najgroźniejszy drapieżnik, jakby sam demon chciał mnie pożrec. Po chwili, wpadliśmy na nasz dom, a Mor wygrał minimalną przewagą, wyrywając resztki sił z głębi swego ciała. Czułem, jak czaszka mi pulsuje, gotowa pęknąc i uwolnic zagrzany mózg. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, gratulując zwycięscy biegu i drapiąc go za uchem. Spojrzał na mnie przyjaźnie, po czym poczłapał na górę, wprost do pokoju Alurne. Ja tymczasem poszedłem pod prysznic, umyc się i namydlic. Woda orzeźwiła moje zmęczone mięśnie i lekko zregenerowała moje siły. Gdy skończyłem, usłyszałem płacz dziecka. Uśmiechnąłem się pod nosem i poszedłem do moich skarbów, wcześniej zakładając czyste i świeże ubrania. Wziąłem Xyana na ręce i podałem mu butelkę z mlekiem. Pił łakomie, razem z Virdorem, który miał swój bukłaczek krwi moich pacjentów. Alrune karmiła piersią Nereidę, a nasz Varel spał, pomimo wszechobecnego hałasu. Dzieci po chwili się uspokoiły, a następnie napakowały resztki w pieluchy. Pokręciłem głową i poszedłem po miskę z wodą. Czas je przemyc...
07-07-2012, 20:40
Post: #163

RE: Gra
Zbudził mnie promienie słońca, lekko ogrzewające mą twarz. Nie otworzyłam oczu, było mi przyjemnie ciepło i miękko. Zastanawiałam się, co było wczoraj. Gdy wreszcie dotarły do mnie wszystkie szczegóły, otworzyłam oczy. Jednak wcale nie byłam w zimnej, choć pięknej altance Artemisa. Byłam w jakimś pomieszczenia. Uniosłam się zaskoczona i rozejrzałam. W pokoju o pięknie zdobionych ścianach były równie ładnie zdobione meble. Wielki fortepian, liczne pejzaże, kwiaty i fotel... Fotel, w którym kimał Artemis. Podniosłam się. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Poczekać, aż się obudzi? Jednak lekkie uderzenie moich stóp w podłogę wystarczyło, by zerwał się na równe nogi?
- Co? - mruknął zaspany, ale momentalnie doszedł do siebie. - Carla... Czy... znów chcesz odejść? - spytał z potwornym bólem
- Ja... nie... - szepnęłam zmieszana. Co miałam zrobić? Czy jestem tu mile widziana?
- Carla... Czy ty naprawdę tak bardzo chcesz się przeziębić? - spytał
- Nie, czemu?
- Czemu spałaś w altanie? - spytam nieco zdenerwowany. Wiedziałam, że zbladłam. No tak, powinnam się była domyślić, że już mnie nie będzie chciał
- Ja... Przepraszam bardzo... Chciałam porozmawiać, ale chyba już spałeś... W ogóle... co ja tutaj robię? I przepraszam za kłopot... - wyjęczałam, nieco się od niego odsuwając
- Co? Jaki kłopot? Carla... czemu po prostu nie waliłeś aż się obudziłem? Martwię się o ciebie przez długie miesiące, bo zniknęłaś bez słowa. A tu naglę znajduję cię śpiącą w ogrodzie... - Nim się zorientowałam już byłam w jego ramionach. Nie wiem nawet, które z nas pokonało dzielącą odległość, jednak nie miało to znaczenia wtuliłam się i rozpłakałam. Tak bardzo się cieszyłam! Martwił się o mnie, po tym wszystkim co zrobiłam! Wciąż mnie kochał!
- Kocham cię... - szepnęłam cicho
- Oj, trochę się naczekałem, żeby to usłyszeć... Też cię kocham, tyle, że znacznie mocniej... - mruknął i zaczął mnie całować. Nim się obejrzałam, już oplatałam jego pas łydkami i całowaliśmy się zawzięcie.
- Jak ja za nim tęskniłam! - pomyślałam na głos
- Za kim? - zdziwił się, raptownie oddalając ode mnie swe usta. Parsknęłam śmiechem
- Za tobą, głuptasie... - odparłam i pochyliłam się, by znów dosięgnąć jego ust.
07-07-2012, 21:16
Post: #164

RE: Gra
Cóż, dni mijały mi przyjemnie. Nawet drobne utarczki z mamą były przyjemne. Ciągle mnie poprawiała, doradzała. Nie tak powinnaś go trzymać, bardziej pod głowę mówię i tak dalej. Gdyby nie uspokajanie Elthira każdego wieczoru to już bym dawno się z nią pokłóciła. Ech... Otworzyłam szafę i zauważyłam coś o czym dawno już zapomniałam. Skrzynia od tego gościa z podziemi. Nie otworzyłam jej do tej pory. Ciekawe co w niej jest. Wzięłam swoją. Nie zamierzałam pozbawiać Elthira tej zabawy otwierając i jego. Czułam się jak małe dziecko. Usiadłam na dywanie i powoli uchyliłam wieko. Na dnie leżał zwitek papieru, a pod nim jakiś medalion i kordiał. Przyjrzałam się wpierw małej buteleczce. Płyn w środku miał lekko różowy kolor. Wydawało mi się, że błyszczy jak milion diamentów. Wzięłam do ręki medalion. Był piękny. Przedstawiał trzy smocze głowy umieszczone na tarczy słonecznej. Cudowny. Dotknęłam delikatnie palcem każdą z głów.
- Ur. - szepnęłam dotykając jednej. - Shar. - kolejna głowa. - Nuex.
Nie wiem dlaczego otrzymałam coś takiego. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego przedstawienia smoków. Zawsze był to tylko Ur, albo sporadycznie dwa splecione smoki: mój dziadek z babką. Nigdy nie miałam okazji zobaczyć podobizny Nuexa, ale wiedziałam, że to on tu jest. Byłam tego pewna.
Została ostatnia rzecz do zrobienia. Złamałam pieczęć i rozwinęłam go. Pismo nie było dla mnie znane. Ładne, zapewne kobiece. tekst był spisany w smoczym języku, co w sumie trochę mnie zadziwiło.
Droga Alrune,
zapewne nigdy się nie spotkamy, ale i tak wiem, że to kiedyś trafi w Twoje ręce. Taka jest moja wola. Pewnie czytając teraz te słowa zapytujesz się "kto i dlaczego?", mam racje? Moje imię brzmi Shar. Tak, ta sama Shar, towarzyszka Ura i siostra Nuexa.
W momencie, w którym będziesz to czytała ja już od wielu stuleci zapewne nie będę żyła, tak samo jak pozostała dwójka. Wiem, że było Ci trudno dorastać z dala od Twierdzy i smoków. Wybacz mi, że przeze mnie coś takiego miało miejsce.
Moim życzeniem było żeby jak ostatnie z nas, to jest Pierwszych Smoków, umrze skrzynkę z całą zawartością dostała nasza najbliższa rodzina. Zapewne teraz zadasz pytanie "po co?". Już piszę. Znalazłaś medalion, tak? Ten medalion dostaliśmy zaraz po swoim narodzeniu. Mieliśmy być zawsze razem, tak jak to przedstawiono na nim. Historia jednak inaczej się potoczyła. To jest Twoje dziedzictwo i tylko Ty masz prawo go nosić.
Drugim podarkiem jest magiczna mikstura. Da Ci siłę równą smoczej. Po niej możesz się stać równa naszej trójce, bo w niej jest nasza krew. Będziesz bardziej smokiem niż elfem. Ale istnieje jedna przeszkoda. Wypijając ją będziesz musiała umrzeć i odrodzić się na nowo. Będzie to bolesne, ale liczę na to, że spróbujesz. Mam nadzieje, że masz mój upór i bezustanne dążenie do doskonałości. Ta żądza przygód. Rozumiem Cię.
Droga, Alrune, pamiętaj, że nawet jak nas, Twojej rodziny, nie będzie obok Ciebie w widocznym świecie, to będziemy nad Tobą czuwać niewidzialni i nasze pazury rozszarpią na strzępy tych co Ci zagrożą.
Twoja babka,
Shar.

Przeczytałam list kilka razy, obejrzałam flakonik. Moc smoka, tak? Założyłam medalion.
Usłyszałam za sobą skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam się powoli.
- Widzę, że w końcu otworzyłaś swoją skrzynię. - zaśmiał się.
- Tak. - Podsunęłam mu medalion. - To od mojej babki, Shar. Jedyny wizerunek trzech Pierwszych Smoków. I list. Zobacz. - cieszyłam się jak dziecko. Popatrzył na papier. Przeczytał chyba kilka słów i zrezygnował. No tak, nie zna jeszcze tak dobrze smoczego. Dalej musi się uczyć. - I kordiał. - wyciągnęłam buteleczkę.
- Kordiał? - przyjrzał się płynowi.
- Eliksir z krwi smoków. Da mi siłę równą samym smokom. - powiedziałam zadowolona. Spojrzała na mnie dziwnie. - Ale będę musiała umrzeć. - Spojrzał zszokowany. - Ale się odrodzę i nie zrobię tego póki dzieci są małe. Mam czas. Nie spieszy mi się. - zaśmiałam się szczerze.
- Zrobisz co zechcesz, ale nie chciałbym widzieć cię martwej. - przytuliłam się mocno.
- Na razie masz czas. - zaśmiałam się. - I wiesz. Jak tak dalej pójdzie to mama całkowicie się zadomowi, a wybacz mi, kocham ją, ale ona jest bardzo męcząca czasami.
- Niech się nacieszy córką i wnukami. Mi aż tak bardzo nie przeszkadza.
Zaczęłam się śmiać. Już miałam pomysł co zrobię ze szkatułką. Posłuży mi jako pudełko na biżuterie. Będzie ładnie się prezentowała na toaletce.

[Obrazek: nikaq.jpg]

Wir wollen dass ihr uns vertraut
Wir wollen dass ihr uns alles glaubt
Wir wollen eure Hände sehen
Wir wollen in Beifall untergehen
Znajdź wszystkie posty użytkownika
07-07-2012, 22:23
Post: #165

RE: Gra
Dlaczego zawsze musi ktoś umrzec? Cieszyłem się jej szczęściem, ale sam się martwiłem. Odrodzi się? To znaczy jak? Jak feniks, powstanie z popiołów? Nigdy o czymś takim nie słyszałem. Wiem, że smocza krew ma niezwykłe właściwości, chociażby takie, że jak ktoś się nią wysmaruje od stóp do głowy, to będzie miał zapewnione smocze życie. Osobiście nie znam takowych ludzi. Nawet o nich nie słyszałem, ale podobno skądś się wzięli. Aruel mi nie przeszkadza, nawet się przydaje, mogę pracowac i jednocześnie odpoczywac. Ciekawy jestem przyszłości. Ciekawy jestem tego co nas czeka, słyszałem nawet, ba, widziałem Carlę na altance u Artemisa. Może... Może już wróciła, na stałe?
-Kochanie, mam do ciebie prośbę... Obiecaj mi, obiecaj, że cokolwiek się wydarzy w przyszłości, cokolwiek nas czeka... Nigdy nie opuscisz dzieci. Możesz mi to obiecac?
-Elthir? - Spojrzała na mnie dziwnie, jakby zobaczyła nową szramę na swej aksamitnej skórze. - Co się dzieje?
-Nic, po prostu dbam o przyszłośc.- Uśmiechnąłem się, po czym zarobiłem poduszką. - Tak się zgrywasz? To masz!
Rzuciłem ją na łóżko, po czym zacząłem łaskotac. Pod pachami, na szyi, spody stóp. Wiła się, jakby ktoś ją przypalał, ale ciągle się śmiała. Po chwili przestałem i dałem jej usiąśc. Podszedłem do szafy i wyjąłem moją skrzynkę. Specyficzne drewno, czarny cis, wypolerowany do błysku i wyrzeźbiony w kształt szkieletów.
-No, kochane skarby, zrobiło się późno. Dokończę opowieśc innym razem...
-Tato! Wujku! Prosimy, jeszcze nie! - Dzieciaki Zagrzmiały chórem. - Przecież jeszcze nie powiedziałeś, co było w skrzynce!
-Kochane skarby, najlepsze zawsze zostawia się na koniec. Jeśli grzecznie pójdziecie spac, to nie tylko powiem wam, co tam było, ale nawet to pokarzę. - Uśmiechnąłem się, patrząc jak dzieciaki wskakują do swoich łóżeczek. Słodkie maleństwa. - Śpijcie smacznie moje dzieci. Kocham was.
-Kiedy wróci babcia Arlune? Kiedy przyjdzie ciocia Carla i wujek Artemis? Kiedy? Kiedy?
-Spokojnie maluchy. - Wszystkich objąłem i posadziłem całą piątkę na kolanach. - Przyjdą, może jutro, może nie, ale co wy na to, żebyśmy sobie poszli do nich na obiad jutro hm?
-Tak! Idziemy do wujka! Idziemy do cioci! - Pogłaskałem dzieci i posadziłem je na podłodze.
-Ja też was kocham. - Alurne weszła do pokoju, zgrabnie przechodząc z jednego kąta do drugiego. - Tata was nie zamęczał za bardzo, swoimi bajkami? - Wszystko zgodnie odpowiedziały, że nie. - Poważnie? Przecież on nie zna się na opowieściach...
Uśmiechnąłem się, po czym zaraz za mą kochaną kobietą, ruszyłem całowac dzieci na dobranoc. Virdor był pierwszy. Pominąłem w swojej historii moment, w którym go przygarnąłem, przedstawiając to nieco inaczej. Jego popielata skóra nie zmieniła się, ale oczy przeszły w jasny błękit. Kły znacznie mu wyrosły, dzięki czemu miał problemy z jedzeniem, ale dawał radę. Nie czół zewu krwi, jak niektóre wampiry, co mnie bardzo cieszyło. Włosy zaplątał sobie w warkocz i kategorycznie odmawiał ścięcia swoich białych włosów. Uściskałem go mocno, całując w czoło, a on powiedział: "Dobranoc ciocu Alurne, Dobranoc wujku Elthirze." Złote dziecko, nie mogę mu nic zarzucic. Następny był Xyan. Wysoki, jak na swój wiek siedmiu lat chłopak, o niebieskich oczach i złotych włosach. Zawsze dużo chodził i krzątał się po domu, pomagając jak mógł. Niezrównany sportowiec i zawodnik. Często uszkadzał się jakoś, ale Alurne spieszyła mu zawsze z pomocą. Jego jedwabna skóra wprost emanowała solą morską, którą bardzo lubił do obiadów. Nie wiem co w niej widział, ale najwyraźniej mu pasowała. Najszybciej zasypiał i nie doczekał pocałunku ani ode mnie, ani od Alurne. Dalej spała Nereida. Nie wiem, skąd ona wiedziała, jak nazywała się moja matka, ale pasowało do niej to imię. Miała wyjątkową skórę, lekko świecącą, odbijającą blask gwiazd, Księżyca, Słońca i ognia. Chwilowo mieniła się małymi punkcikami, wodząc po nas czerwonymi oczkami. Widziałem w jej twarzyczce swoją miłośc, tyle że dużo młodszą. Przetarłem jej białe włoski i podszedłem do mojego ostatniego synka. Varel Kelebrin bawił się chwilę srebrem, zmieniając jego kształt wedle swej woli. Od kuli, przez wiele innych figur geometrycznych, na zwierzątkach skończywszy. Alurne zabrała mu zabawkę, po czym mocno wyściskała, aż zielone oczka zakręciły się dookoła osi. Uśmiechał się sinymi ustami, po czym przykrył się kołdrą. Zakrył się czarnymi włosami i zasnął. Po cichu wyszliśmy z pokoju, po czym zaprowadziłem Nienior na dół, do Salriny, która czekała na nią, radośnie się uśmiechając.
-Pa wujku, dzięki za opowieśc, a mogę jutro iśc z tobą do pana Artemisa i pani Carli? Proszę? - Zrobiła takie oczy, że nie sposób było jej odmówic. Pożegnałem się z jej matką, a po chwili obie wyszły.
Cieszę się, że wreszcie zrozumiałą swoje błędy i zaczęła je naprawiac, ale jeszcze sporo czasu przed nią. Po chwili, poszedłem do swojego gabinetu. Zasiadłem wygodnie na fotelu i wyjąłem skrzyneczkę z szafy. Tak, piękne wspomnienia. Otworzyłem ją i w tej chwili weszła Alurne. Uśmiechnęła się i zrobiła minę w stylu: " Ale jesteś sentymentalny, dałbyś już spokój." Wzruszyłem ramionami i wyjąłem pożółkłą księgę. Podniszczone okładki, wykonane z oryginalnej smoczej łuski, co jak dobrze pamiętam, sprawiło, że moje droga Shaikanka chciała spalic ową księgę. Otworzyłem pierwsze strony i przeczytałem sobie w myślach tekst, wzdychając co chwilę. Falujące litery, które płonęły srebrnym ogniem zmieniły barwę na złoty.
Nazywam się Vael, strażnik życia i przewodnik duchów. Prowadzę lud umarłych do wieczności, która jest dla każdego otwarta. Nekromancja to wypaczona sztuka wskrzeszania. Jedynie cień błogosławieństwa, które przyniosłem na ten świat. Ludzie są słabi i nie wytrzymują potęgi mych czarów. Zapisuję notatki dla tych, którzy pragną zgłębiac wiedzę, ale pamiętajcie, zwykły człowiek, nie jest w stanie dokończyc zaklęcia całkowitego wskrzeszenia. Jest za słaby.
Wątek zamknięty 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości