Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Wątek zamknięty 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Gra
05-28-2012, 22:57
Post: #11

RE: Gra
-Czyli tym łatwiej gadzinę zaciukać!
Próbowałem odciągnąć tego stukniętego nekromante od planu zatrzymania małego bydlaka. Tożto jakieś jajca, żeby u faceta się instynkt macierzyński odezwał.
Ino najwyżej, go ten mały bobas zagryzie na śmierć.
Stwierdziłem, że mędrkowanie zostawię tym przemądrzałym wyższym, a sam bawiłem się toporem, oglądając stratowane zwłoki orków i sterty kości.
05-28-2012, 23:22
Post: #12

RE: Gra
Zapadałam się w ciemność. Czy tak wygląda umieranie? To ono nie boli? Dziwne. Poczułam jakbym uderzyła w coś mokrego. Woda? Ale skąd? Nie wiem ile czasu to trwało. Nagle obudziłam się, usiadłam i rozejrzałam się dokoła. Gdzie ja byłam? To na pewno nie było pole bitwy. Nie poznawałam miejsca. Usłyszałam kroki gdzieś za sobą. Błyskawicznie odwróciłam się gotowa do walki. Przede mną stał wysoki mężczyzna o złotych oczach i brązowych, jak czekolada włosach. Uśmiechał się. Coś mi mówiło, że nie muszę się go bać. Co więcej: czułam, że mi pomoże, że go znam. Nie wiedziałam tylko skąd.
- Alrune. - głos oszołomił mnie. Był taki silny, władczy, a zarazem delikatny dla mnie. Uśmiechnęłam się. Mężczyzna podszedł do mnie i pomógł mi wstać. - Wyrosłaś na piękna kobietę. Taką samą jak matka. - Skąd on zna moją matkę? Czy on? Moje oczy rozszerzyły się. Już wiedziałam z kim mam do czynienia. Tak, to na pewno on.
- O...ojcze. - powiedziałam cicho. Łzy napłynęły mi do oczu. Nigdy go nie widziałam, praktycznie nigdy mama o nim nie mówiła. raz tylko kiedy dała mi medalion mówiąc, ze to należało do niego i jest dla mnie. Nawet nie wiem kiedy objął mnie mocno. czułam się tak bezpiecznie. zaczęłam płakać. Czułam jak jego dłoń delikatnie głaskała moje plecy.
- Już cicho. Już dobrze. Nie płacz. - Popatrzyłam na jego twarz. Uśmiechał się. Uśmiechnęłam się przez łzy. Chciałam spytać się, ale mnie uprzedził. - Tak, ja nie żyję, ty umarłaś, ale masz wybór. Możesz wrócić do kompanów, jeśli taka będzie twoja wola. Jeśli nie, to mam cię zaprowadzić do Nenfaen, gdzie czekają twoi przodkowie.
-Nenfaen... - zamyśliłam się. Czyli mogłam teraz odejść? Zakończyć to życie i cierpienie. przestać być wyrzutkiem na smyczy uzurpatora.

[Obrazek: nikaq.jpg]

Wir wollen dass ihr uns vertraut
Wir wollen dass ihr uns alles glaubt
Wir wollen eure Hände sehen
Wir wollen in Beifall untergehen
Znajdź wszystkie posty użytkownika
05-29-2012, 20:18
Post: #13

RE: Gra
Biegłem i potknąłem się.
Upadłem na ziemię.
Spojrzałem za siebie, i zobaczyłem, że nikt poza mną nie zdawał sobie sprawy z pewnego małego problemu.
Krasnolud chodził wśród kości, które przed chwilą były żywe, zaś nekromanta zajął się czymś, co trzymał w rękach...
A nasze dwie towarzyszki były nieprzytomne.
Do tej pory światło biło tylko od dwóch kamieni, ale teraz już zaczynały jaśnieć kolejne. Robiło się nieciekawie, dlaczego oni nie wiedzieli tego co ja – że zbliża się niebezpieczeństwo?
Musiałem ich ostrzec, o ile nie jest za późno.
Ale chyba już było.
Słup światła wzbił się w powietrze.
Nie wiem skąd, ale wiedziałem co to było.
I wiedziałem jakie to niebezpieczne.
Wynoście się stamtąd! – krzyknąłem.
I w tym momencie oślepiający błysk światła powalił mnie na kolana...

"Jestem swoim największym wrogiem..."
Znajdź wszystkie posty użytkownika
05-29-2012, 20:31
Post: #14

RE: Gra
Cholipka! Co jak co, ale takie trząsy to już nie przelewki. Światło zaczęło intensywnie walić w gały. Korzystając z ostatnich chwil zauważyłem leżące obok siebie dwie dziewki, staruche i tą babe z jajcami jako u krasnoluda. Chędożone nie zdążą uciec z ruin przed nawałem spadających odłamków ongiś zamku.
Rzuciłem się w ich kireunku, wyszarpując święty naszyjnik. Czując metal pod plauchami, pomyślałem ino o jakimkolwiek cholera schornieniu.
Alrune, Carli i moja łepetyna znalazł się pod kamienną kopułą, mającą dać schronienie moim na wpół zdechłym towarzyszom.
05-29-2012, 20:42
Post: #15

RE: Gra
Małe oczka patrzyły na mnie zaciekawione, by po chwili rozszerzyć się, spoglądając za mnie. Obróciłem się i światło wwierciło mi się w oczy. Całe szczęście, że mogę nim manipulować. Po chwili widziałem wyraźnie, ale mały wampir mi się rozpłakał, jak on teraz żałośnie wyglądał, niemal najpotężniejsza istota na świecie, a płacze. Chwycił mnie za palec i znowu przeszło mnie to dziwne uczucie, że nie mogę zostawić go tak samego. Biorąc pod uwagę fakt, że próbował nas zabić, to nie było ważne. Nie byłem aż tak okrutnym, aby zabijać dzieci, nawet jeśli są w stanie mi zagrozić. Ten pajac, co z nami idzie, tylko powoduje kłopoty. Jak nie krasnolud, to ten błysk, co z nim nie tak? Jednak nie miałem czasu na myślenie. Sala się waliła, a krasnolud i kobiety zniknęły pod jakąś kopułą. Chwyciłem pewniej małego, który wtulił się we mnie, szukając schronienia. Złapałem też tego łamagę, który klęczał na nogach, za kołnierz. Wyskoczyłem z środka walącej się groty, mając nadzieję, że dowiem się o co w tym wszystkim chodzi. Dopiero gdy padłem na kolana, zobaczyłem i poczułem, że mały przekuł mi palca i ssał krew, niczym mleko. Delikatnie odciągnąłem jego główkę, spoglądając w pytające oczy.
- Nie wolno, musisz poczekać, aż ci pozwolę, albo coś ci dam. Dobrze? - Uśmiechnął się i włożył rączkę do buzi, delikatnie ją ssąc.
05-29-2012, 20:58
Post: #16

RE: Gra
Potęrzne wstrząsy... tak, to na pewno one przywróciły moją świadomość. Otworzyłam oczy, gotowa nawrzeszczeć na tego, kto w ten jakże subtelny sposób próbował mi "pomóc". Nad sobą zauważyłam jednak tylko ogromny głaz. Niczym niewielka jaskinia, uwięził mnie, Dorina i nieprzytomną lub martwą Alrune.
- Co się dzieje?- spytałam już dość przytomnym głosem.
- Trząsy ino są. Łamaga kopnienta, co to się za nami wlecze, uruchomił jaką tam magie murów. Ruina zalśnła i się jebsła. - odparł krasnolud.
- Żyje? - spytałam, wskazując leżącą towarzyszkę.
- Chiba jo. Ino puls ma. Najwyżej nekropsychol będzie mieć zabawke.- mruknął dość obojętnie.
- Myślisz, że już minęło?- spytałam, bo od jakiegoś czasu wstrząsy ustały. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jedną nogę miałam porządnie zmiażdżoną. Komień, który przedtem ją przygniatał, leżał teraz nieopodal. Pewnie stoczył się pod wpływem wstrząsów.
- Co to za grota?- znów zadałam pytanie.
- Babo okiecona, zamknieszże się wreszcie? Jak cholibka mam myśleć, gdy ta brzęczy jak muszysko?!- warknął wreszcie.
05-29-2012, 21:14
Post: #17

RE: Gra
Szłam za ojcem. Nenfaen - Kraina Przodków. Nie wiem co mnie bardziej zdziwiło: ilość smoków, na dodatek tych podrzędnych, stojących/leżących obok bramy, czy też niezwykła melodia, którą słyszałam od jakiegoś czasu.
- Alrune. - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam sie natychmiast i rzuciłam w ramiona wysokiej kobiecie z czerwonymi, jak u mnie oczami i włosami białymi jak śnieg.
- Lothe. Tak za tobą tęskniłam. - powiedziałam z uśmiechem. Lothe - moja najlepsza przyjaciółka, moja przewodniczka, mentorka. - A gdzie podziałaś Leila? - zapytałam. Tak, pamiętam, byli z bratem nierozłączni. Nawet umarli razem, co zresztą było dla mnie ogromnym ciosem. W sumie nadal czułam ból na to wspomnienie, które po chwili zastępował gniew. Tak, przysięgłam, że odpowiedzialni za ich śmierć poniosą karę z mojej ręki.
- A co, zawsze musimy być razem? - zapytała z szerokim uśmiechem. - Ma inne zajęcia tutaj, na Ziemi Bogów. Chodź, na pewno jesteś zmęczona. Niedaleko jest karczma. Napijemy się miodu i opowiesz mi co się z tobą działo. Minęło chyba trochę czasu od... od naszej śmierci.
- 300 lat. - powiedziałam smutno. Lothe chyba wyczuła, że jest mi ciężko. Nic nie mówiła, póki nie dotarłyśmy do drzwi karczmy. Tam drogę zagrodził nam mały chłopiec o złotych oczach. Zaraz, złote oczy. Smok.
- Musisz iść ze mną. - powiedział chwytając moją dłoń. - Ojciec Ur czeka. - powiedział zanim zdążyłam zadać pytanie. Szliśmy chwile, Lothe gdzieś zniknęła. Moim oczom ukazał się ogromny zamek. Czułam się taka malutka, nic nie znacząca. - Dalej idziesz sama. Ojciec Ur czeka za tamtą bramą.
- Czekaj! - zawołałam, zanim zdążył uciec. - Mógłbyś się przynajmniej przedstawić.
- Xyan ze Smoczych Książąt. Twój stryj, Alrune. Nie mogliśmy się poznać, bo poszedłem za ojcem wbrew jego woli i zginąłem. - wyjaśnił z uśmiechem. - Mam nadzieję, że kiedyś więcej porozmawiamy. Teraz nie msza czasu. Ojciec Ur czeka.
Podeszłam do bramy i pchnęłam ją delikatnie.

[Obrazek: nikaq.jpg]

Wir wollen dass ihr uns vertraut
Wir wollen dass ihr uns alles glaubt
Wir wollen eure Hände sehen
Wir wollen in Beifall untergehen
Znajdź wszystkie posty użytkownika
05-29-2012, 21:26
Post: #18

RE: Gra
Nagle znalazłem się w dziwnej grocie. Nawet nie wiedziałem jak.
Nie mogłem się zorientować co się dzieje.
Widziałem mało co, ale mój wzrok dochodził do siebie.
Shaikanka leżała na ziemi praktycznie bez życia.
Światło stawało się coraz mocniejsze.
– Ktoś musi jej pomóc, zanim ta magia zniszczy tą... Osłonę. – Dodałem patrząc na kopułę.
Słyszałem głosy w mojej głowie.
Magia walczyła z magią.
Byliśmy w tarapatach.
Trzeba było się stąd wynosić.

"Jestem swoim największym wrogiem..."
Znajdź wszystkie posty użytkownika
05-29-2012, 21:32
Post: #19

RE: Gra
Żem dopiero spostrzegł tego obsrańca, co mi dzido prawie bebechy od strony rzyci przebił. Rzuciłem się w jego stronę. Jużej powisi za jajca chędożone, to sie brudas nauczy szanować wielki ród! Żem ino mu prawie gębę łapą zmiażdżył, jednakowoż żem coś dziwnego spostrzegł. Jego oczy świeciły się jak psu jajca. Sam ślepak szeptał coś, stopniowo złagodzając wstrząsy. Niby wszystko piękniusie, za to gnój światła zgasić już nie mógł...
05-29-2012, 21:47
Post: #20

RE: Gra
Cholera jasna! Musiał mi się urwać, akurat wtedy, gdy potrzebne mi były odpowiedzi. Nędzny kawałek kaptura, oto co mi zostało. Chyba wszystkich zasypało, ale kurzu, aż bobas się krztusi. To dziwne, ale czuję się tak, jakby wszystko wróciło do normy, jakby ten mrok, który tak uwielbiam, otrzymał snopeczek, ale taki maleńki, światła. Oczy ściemniały mojemu nowemu podopiecznemu, to znak. Jest głodny, pewnie bardzo, w końcu stracił tyle energii. Ja też jestem głodny, zjadłbym trochę mięsa, ale ten cholerny wilk został w środku, właściwie co się stało? Zaraz,co to było? Schowałem się migiem, wypatrując źródła odgłosów szurania. Czterej orkowie szli na wzniesieniach, nieśli w rękach głowy szamanów. No to się porobiło, dodałem cicho pod nosem. Wampir pociągał nosem, czując zapach świeżego mięska. Ciekawe dlaczego tak na mnie nie reaguje? Jakiś ork leżał niedaleko mnie, rozcięty wzdłuż ciała. Idealny, pomyślałem, ożywiając go, jako zombie. Posłałem marionetkę na przód, aby odwróciła uwagę, sam zaś schowałem się za kolumną. Jak przypuszczałem, orkowie zbiegli się do towarzysza, kierując się honorem, co za idioci. Wyskoczył na nich z tyłu, zatykając sztylet w czaszce pierwszego. Drugi nie zdążył wyjąć broni, bo miał dodatkowy otwór, w kształcie jelca, między oczami. Natomiast trzeciemu, mój sługa skręcił kark. Orkowe mięso jest żylaste, ale na ogniu smakuje wyśmienicie. Szkoda, że go tu nie mam, ale zaraz.
- Sługo, pilnuj go jak oka w głowie. - Dałem dziecko martwiakowi do ręki, ożywiając kolejny szkielet. - Ty idź na skraj lasu i przynieś drewno, bacz jeno, aby cię nie wypatrzono! - Wygodne jest życie nekromanty, nie ma co, przyznałem w duchu. - No, a nasza nowa maskotka się napije. - Podciągnąłem mu rękę orka do ust,a on wbił się w nią, jak drzazga w palec. Krew ściekała mu po brodzie, ale radość na jego twarzyczce grzała mi serce. - No, to teraz trzeba oprawić mięsko dla twojego pana, mój skarbie.
Gdy już ognisko było gotowe, raptem po dziesięciu minutach, wrzuciłem rękę jakiegoś orka na ruszt. Żylasta, ale bardzo bogata w białko. Zacząłem się zastanawiać, jak wydostać moich kompanów spod tej zawaliny. Ożywiłem jeszcze dwa szkielety i rozkazałem im kopać. Będzie ciężko, ale może do wieczora coś się ruszy?
Wątek zamknięty 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości