Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Wątek zamknięty 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Gra
05-31-2012, 22:20
Post: #31

RE: Gra
Kłócili się o tego dzieciaka, jak gdyby miało to sens... puki co, maluch nie jest groźny. Dla innych. Mnie sam jego widok rani. No, ale to nie jego wina.
- Alri, Elthir! Czy do kurwy nędzy możecie się wreszcie zamknąć?! Mam w dupie wasze problemy związane z dzieciakiem! Na razie nie zagraża nikomu z nas, Alri, odpuść! Elthir, jakiś umarlak ma być zawsze w pobliżu, gdyby maluch zachciał wyssać kogoś przez sen. A teraz zamknijcie oboje jadaczki, bo kurwicy dostać można! Życzę miłych snów! - warknęłam wściekle. Pragnęłam umieć się teraz odwrócić i przestać myśleć o dzieciątku. Niestety, nie potrafiłam oderwać od niego oczu. Myślę, że towarzysze zauważyli, jaką wewnętrzną walkę staczałam, bo żadne się nie odszczekało. Zmierzyli się tylko nienawistnym spojrzeniem, na mnie zerkali, niczym na kompletną wariatkę, nie mając pojęcia o co mi chodzi.
Walczyłam i walczyłam... Niepohamowane łzy spłynęły mi po policzku... Tego już było za wiele
-Elthir, błagam, niech ja tego nie widzę...- jęknęłam. Gwizdnęłam cicho. Po chwili już układałam się do snu, otoczona ciepłymi, wilczymi cielskami. W ich sierści łzy ginęły niezauważone.
05-31-2012, 22:27
Post: #32

RE: Gra
Co jak co. Ale to już jest dażej śmiechu warte. Ożywiacz stert kości, do teraz nie mogę pojąć, czemu nigdy nie ożywił ino mięcha, same kości dla tych śmierdzących kundli, zaczął majaczyć. Wampira na towaryzsza?! Tożto imbecyl. Ta mała kreatura pozagryza nam wszystkie przeciwniki, i co my ino będziem rębać? Kamienie ?!
Tie - skinąłem toporem na Elthira - a co Ci tak na tym kmiotku zależy. Obsraniec mały, plugactwa nikt tu nie chce. Do rzyci z takim towarzyszem, co Ci krew podchędoży w nocy. Ja się ino w kostnicy budzić nie zamierzyłem.
05-31-2012, 22:35
Post: #33

RE: Gra
To zaczynało być nie do wytrzymania, kłócili się i kłócili. Bogowie, dlaczego nie dadzą mi spać?
Nie wiem nawet o co im chodziło.
O tego małego?
Jak Nekromanta chce, to niech robi co mu się żywnie podoba, ale jak pozdychamy, to będziemy wiedzieć dzięki komu.
Próbowałem ponownie ułożyć się do snu, i prawie mi się to udało, gdyż głosy moich towarzyszy zamilkły.
Ale jak przez mgłę widziałem jak czerń wirowała.
Majaczyłem?

"Jestem swoim największym wrogiem..."
Znajdź wszystkie posty użytkownika
05-31-2012, 22:46
Post: #34

RE: Gra
-Co za kobieta. - Rzuciłem pod nosem, z czego zrozumieć można było tylko "cho ba bileta"
Dziwiłem się, że mały ciągle spał, ale krasnolud chyba zdawał się nie zwracać na to uwagi, kręcą toporem w ręku.
- To, plugastwo, jak to określiłeś, jest... - Właśnie, dlaczego ja go wziąłem? Dlaczego go przygarnąłem? Dlaczego dałem mu schronienie i opiekę? Odpowiedź przyszła szybciej, niż się spodziewałem. - Bo to było niemoralne.
Uciąłem rozmowę, mimo, że krasnolud i Alrune coś powiedzieli. Ja byłem zapatrzony pomiędzy nich, na skraj krzaków, nad którymi widziałem Billa i Bunię, moich przybranych dziadków. Uśmiechnąłem się mimowolnie, głaszcząc młodego i przykrywając go płaszczem. Odprężyłem się, gdy reszta, dalej stojąca na nogach, pakowała prowiant. Księżyc się chował, ale ciągle czułem, że nie jestem bezpieczny. Ciągle widziałem cień, skaczący po drzewach, jednak nic poza nim. Mały zaczął się wiercić, ale po chwili znowu leżał spokojnie. Położyłem go delikatnie na moim płaszczu i zacząłem robić nosidełko. Szło mi marnie, ale po godzinie było gotowe, włożyłem w nie małego i po chwili opar główkę o moją pierś. Shaikanka od jakiegoś czasu nie spuszczała ze mnie wzroku, jakby była myśliwym, a ja ofiarą, niespodziewającą się ataku. Gdzie ja widziałem takich ludzi?
05-31-2012, 22:57
Post: #35

RE: Gra
" Mor będziemy go obserwować. Jego i ten pomiot. Jeden zły ruch i wkraczamy. Rozumiesz?" - powiedziałam Morowi. "Polowanie?" - zapytał z uśmiechem. "Tak, polowanie. Tak, jak kiedyś.". Patrzyłam na dzieciaka. Spał. Nagle poczułam, że ktoś się dobija do mnie Mocą. Usilnie i z taką siłą, że mi się słabo zrobiło. Poczułam jak coś podchodzi mi do gardła, chyba żołądek. Tylko jedna osoba była zdolna do czegoś takiego. Tylko on.
"Alrune!" - usłyszałam w swojej głowie. Nie, nie chcę go tam. Poczułam nagle, że Mor "się wtrącił". Zaatakował go naszym Rozumieniem. Usłyszałam, a raczej zobaczyłam Jego oczami zwijającą się postać, odbicie w lustrze. Tak, to da mi trochę czasu.

[Obrazek: nikaq.jpg]

Wir wollen dass ihr uns vertraut
Wir wollen dass ihr uns alles glaubt
Wir wollen eure Hände sehen
Wir wollen in Beifall untergehen
Znajdź wszystkie posty użytkownika
05-31-2012, 23:15
Post: #36

RE: Gra
Wilki to wyjątkowo wygodne posłanie. Zwłaszcza, że te były dość spasłe. Mimo to jednak nie mogłam usnąć, maleństwo nie dawało mi spokoju... Wiedziałam, że nie powinnam się temu poddawać, ale gdy kilka godzin później spali wszyscy z wyjątkiem Dorina, na którego straż przyszła kolej, a dziecko nagle zapłakało, nie mogłam nie podejść. Elthira wiernie pilnował kościej, jednak ja tylko lekceważąco machnęłam dłonią, sprawiając, że rośliny całkiem go oplotły. Delikatnie uwolniłam maleństwo z rąk nekrosia, modląc się jednocześnie, by miał twardy sen. Przytuliłam szkraba, nie mogąc opanować uśmiechu, wpełzającego na moje usta.
- Już dobrze, Słoneczko, nie płacz.- szepnęłam, kołysząc brzdąca. Patrzały na mnie wielkie, ufne oczka. Ciemne oczka. Maluch był głodny...- Zaraz cię nakarmię, nie bój się...- uśmiechnęłam się i podeszłam do wilków. Zbudziłam jednego, głaszcząc uprosiłam, by przyniósł jednego zająca. Zrobił to. Po chwili już maluch łapczywie przyssał się do szyi zwierzaczka. Był to dla mnie przykry widok, jednocześnie... maleństwo działało na mnie jak magnes... Gdy było nasycone, wilki posprzątały, nieco już suchego zająca. Tymczasem ja kołysałam malucha... Po chwili usnął, ufnie wtulając we mnie główkę. Nagle Elthir poruszył się, chyba przez sen. Wolałam jednak nie ryzykować, że ktoś zobaczy moją słabość i pośpiesznie odłożyłam śpiącego malca na miejsce.
- Nic nie widziałeś... Jasne?- spytałam Dorina.
- Ino czego miałem nie widzieć? Patroluje, nie lenie się, do diaska!
- Dorin... Nie wydaj mnie... - poprosiłam, czując się wyjątkowo nieswoja
- Ano nie moja sprawa, co lubisz tulić - mruknął. Mimo nie jasnych odpowiedzi, czułam, że jest w porządku i nie wyda mnie.
- Zastąpić cię?
- Idźże babo spać, a nie się kręcisz, wiercisz i swoje bydlaki członkami faszerujesz...
- Dzięki - uśmiechnęłam się blado. Oj, stanowczo potrzebowałam wypadu do karczmy. Miód pitny, ot to, czego teraz pragnęłam.
05-31-2012, 23:25
Post: #37

RE: Gra
Gdu niańka numer dwa, ino przynajmniej baba znów sie kładła na te, psi mać, psiska. Żem zobaczył jak twarz starawej szaikaniki wykrzywia się w bolesnym grymasie. Żeby większe jajca były, to twarz, tfu, plugawego wampira rozdziawiła się w paskudnym uśmiechu. Chędożony szkodnik, kłami trzaskał w stronę szyji swojego psia mać ojczyma. Co ino pędu miałem w łapach, chwyciłem jakiegoś kamlota i wymierzyłem nim prosto w parszywą gębę kreatury, coby dać troszki przewagi cholera nekromancie...
06-01-2012, 20:29
Post: #38

RE: Gra
Nie wiem co mi się śniło.
Widziałem, jak Shaikanka walczy z kimś, a jednak tamta osoba stoi przed lustrem, dziwne.
Kolejna wizja.
Widzę, jak nekromanta schodzi w mrok korytarza uśmiechając się przyjaźnie... Za sobą pozostawia ślad krwi.
Wizji nie ma końca, nie mogę wszystkich uchwycić, ale te, które udaje mi się złapać, przerażają mnie.
Widzę wilki, leżące martwe, z rozszarpanymi ciałami w kręgu wokół klęczącej elfki. Ta zaś nie rusza się, jakby zastygła w kamieniu.
Błysk i kolejna wizja.
Krasnolud, który stara się powstrzymać sufit, nieubłaganie zbliżający się do posadzki.
Wrzasnąłem.
Z szeroko otwartymi oczyma obserwowałem, jak wokół mnie panuje spokojna noc.
Wszyscy towarzysze byli na swoich miejscach, żywi.
Próbowałem się uspokoić, i wrócić do snu, ale coś nie dawało mi spokoju.
Mrok.
Mrok znowu się poruszał.
Zapadłem w sen...

"Jestem swoim największym wrogiem..."
Znajdź wszystkie posty użytkownika
06-01-2012, 21:21
Post: #39

RE: Gra
Środek nocy. Wreszcie udało mi się zasnąć, gdy tylko ukołysałam maluszka, przyszło mi to z łatwością. Nagle Varenth wydarł się na całą, niewyparzoną mordę. Poderwałam się, gotowa do walki. Ale tej ofierze zwyczajnie coś się przyśniło. Miałam ochotę zabić durnia. To tyle z mojego nocnego odpoczynku, wiedziałam, że już nie zasnę. Rozejrzałam się. Dorin, który nadal pełnił wartę uśmiechną się do mnie, jakoś tak zbyt wyniośle. Nikt nie zareagował na krzyk dziwaka, nikt poza mną. Teraz jednak niepokoiło mnie zupełnie co innego. Ten uśmiech wrednego krasnala napawał mnie strachem. Miałam złe przeczucia... Zaczęłam rozglądać się po towarzyszach, sprawdzać, czy wszyscy są cali
- Co się stało? - spytał zaspany dziwak
- Wrzask jekiego durnia mnie obudził. - warknęłam - śpij.
Nagle spostrzegłam to, co wywoływało wredny uśmiech na skrzaciej mordzie.
- Ty Skurwysynu! - wydyszałam, gdy serce ponowiło swoją akcję. Dzieciątko miało rozbitą głowę, ciekła z niej krew. Było, jak miałam nadzieję, tylko nieprzytomne. Na ten widok przed oczami ukazało mi się zupełnie inne dziecko, piękniejsze, delikatniejsze i dobre... Martwe.
- Elthir! - mruknęłam, budząc nekrosia dość mocnym kopniakiem.
- Czego? - odwarknął
- Zapytaj o to Dorina. Albo zwyczajnie zobacz na swoje zawiniątko!- Zdezorientowany zerknął na maleństwo, a po chwili zerwał się na równe nogi. W jego oczach płonęła żądza mordu...
Zaniepokojona zerknęłam na jego sługusa, na szczęście przedtem pamiętałam i wycofałam roślinne więzy. Nie mogłabym sobie wybaczyć, gdyby dziecku stała się krzywda przez to, że użyłam magii przeciw jego strażnikowi...
06-01-2012, 21:38
Post: #40

RE: Gra
Tożto sie porobiło. Od tego bestyje na cholere wali czarno magio.
-Kretynko! Stul wreszcie to morde! Jak Ci to pieprzone wampirzysko skoczyło do gardła, to się cholerka nie kpiałaś nawet ratować życia. Żem sie w ostaniej chwili połapał jak ten nekrosiowi kłaki w gardziel przymierzał wbić! Ino trzeci raz was ratować go nie bede, jak chceta szkarade zatrzymać, musi być przy nim CAŁY, PSIA MAĆ, CZAS WARTA! - Żem zagarnął topór przy piersi, coby uprzedzić jakiś cholerny niespodziewany ruch tej ostrej dziewki.
Wątek zamknięty 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości